Dzien niespodzianek. Niespodzianka byl na przyklad koszt wizy na lotnisku w Baku - 60EUR. Na stronie Ambasady Azerbejdzanu nie ma wzmianki, ze na lotnisku jest 2 razy drozej. I ze nie mozna wziac tranzytowej. Trudno.
Kierowca taksowki tez nas zaskoczyl. Na wstepie powiedzial, ze bierze wedlug licznika. Ja na to, ze on doskonale wie ile wyjdzie do hotelu Araz, wiec niech nie trzyma kwoty w tajemnicy. To on na to, ze tak okolo 40 manatow (1manat = ok 1EUR). Ha ha ha. Mowie mu, ze mozemy dac maksimum 20. On na to, ze 35. Powtarzam, ze 20. On ze 30 i zebysmy juz wsiadali. Ja na to, ze poszukamy innej taksowki. Zniecierpliwony zszedl do 25. A ja mu na pozegnanie, ze milo bylo pogadac :). Podrzucil za 20.
Baku powoli staje sie kosmopolityczna metropolia, oknem laczacym stary kontynent i srodkowa Azje. Czuc ducha iranskiego, wkolo reliefy, metaloplastyka, marmury, zlote zdobienia i to wszystko na wysoki polysk. A wzdluz brzegu ciagnie sie jeden wielki plac budowy. Za kilka lat tego miasta nie poznaja nawet dawni mieszkancy.
Na koniec dnia, pomny legend o azerskich kierowcach, zafundowalem sobie przejazd marszrutka. Z ciekawszych wydarzen wynotowalem:
- Wyprzedzanie na trzypasmowce przeciwbieznym lewym pasem (auta z przeciwka uciekaly na srodkowy)
- zatrzymywanie sie w na czteropasmowce na najbardziej lewym pasie i wypuszczanie ludzi jak na przystanku
- zatrzymanie sie na dwupasmowce na lewym przeciwbieznym pasie i zabranie dwoch przechodniow, ktorzy szli srodkiem ulicy.
I nikt nawet przez chwile nie okazal zdziwienia.
Jutro sadny dzien, czyli organizacja wyprawy na Nargin. Bedzie ciezko i bardzo oficjalnie. Trzymajcie kciuki.